wtorek, 23 kwietnia 2013

Rozkwaś Polaka, reż. Marta Ogrodzińska-Miłoszewska, występuje Marcin Kwaśny


rys. Małgorzata Majewska http://malgosiamajewska.carbonmade.com/

Spektakl to, monodram, czy zwykły kabaretowy wygłup? Gatunkowo chyba najbliżej mu do stand-up. I chyba bardziej sprawdziłby się w kawiarnianej, knajpianej przestrzeni, takiej mniej oficjalnej. Występ Marcina Kwaśnego oglądałem w klubie garnizonowym w Warszawie. Kwaśny kreuje postać mężczyzny, który właśnie wziął dzień urlopu w pracy, o której mówi, że niewiele w niej musi robić. Pokazuje na scenie mężczyznę w kilku błyskach, w kilku odsłonach. Już z samego rana nasz bohater otrzymuje od żony listę zakupów, jedzie do centrum handlowego, porusza się z wózkiem między regałami. Uprzednio zrobił w mieszkaniu zdjęcia produktów, które kazano mu kupić. Doświadcza tu przygód godnych Indiana Jones. Albo inaczej: odseparowany dotychczas od codziennych spraw (sprawunków) wreszcie może chociaż przez kilka godzin funkcjonować w jednej przestrzeni z rodakami.

Następnie wybiera się na pocztę, by odebrać awizo, adresowane jednak na żonę. Kwaśny celnie punktuje, z diabelskim poczuciem humoru wszystkie wady Poczty Polskiej. Kpi z pracownic przyjmujących interesantów. Gdy już przedrze się przez zasieki złożone z emerytów i rencistów, okupujących każdy oddział pocztowy, dochodzi do okienka z wyprasowanym świstkiem awizo. Stara się zażartować z panią, miły komplement powiedzieć. By zdobyć upragniony list musi kłamać, bajać o rodzinnych tragediach, o wypadku żony, katastrofie z dziećmi, licząc na zmiłowanie pracownicy.

Marcin Kwaśny wygrywa wówczas gdy potrafi znaleźć skrót codziennej sytuacji i jak w twórczości Koterskiego obrócić go w żart, zagęścić pola skojarzeń. Przegrywa, gdy sili się na dowcip, opowiada "strasburgeryzmy", takie co to sadzą wujkowie przy grillu po paru głębszych. Doskonała jest scena nad morzem, gdzie nasz bohater wybiera się z rodziną, objuczony materacami, dmuchanymi zabawkami, parawanem. Gdy już cały ten majdan rozłoży, gdy już się położy na kocyku, zauważa coś nietypowego. Że oto w środku upalnego lata, nad Bałtykiem nikt się nie kąpie. Ubrany tylko w kąpielówki podchodzi do tafli wody i zanurza palec. Lodowata woda mrozi mu nerwy w nodze. Kwaśny odgrywa tę scenę niezwykle sugestywnie, okładając nogę gorącymi kamieniami znalezionymi na plaży.

"Rozkwaś Polaka" to niestety zbyt długi stand-up. Reżyserka, Marta Ogrodzińska-Miłoszewska mógłby go skrócić, choćby o grube dowcipasy, tak zwane "suchary" o żonie, zostawić te sceny, które ironicznie ukazują nas – Polaków. Te, w których kreśli portret własny rodaków.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz