piątek, 15 marca 2013

Felieton: Jakubowski


Dziś będzie o dramatopisarzu, z którym mam zresztą pewien problem. I nie jest to bynajmniej problem imienia, tak wdzięcznego w polskim życiu politycznym. Problemem jest obecny w jego dramatach obcy mi zupełnie światopogląd, prezentacja wizji świata. Ale, jako że lubię poznawać nieznane, słuchać argumentów myślących odmiennie, obejrzałem w teatrach i przeczytałem w pociągach kilka dramatów Jarosława Jakubowskiego. I o nim właśnie będzie ten felieton.

Jakubowski to dramatopisarz religijny. Najważniejszy jest dla niego dzisiejszy stan wiary, termometrem bada religijność Polaków. W tekście "Wszyscy święci" (reż. Wojciech Faruga, Teatr Polski w Bydgoszczy) przykłada hagiograficzne historie sprzed setek lat do naszych czasów. W "Wiecznym kwietniu" (reż. Agnieszka Korytkowska, Teatr Polski w Poznaniu) główny bohater, Areczek, bierze udział w pielgrzymce. Jakubowski zastanawia się, co z tego pielgrzymowania wyniknie, sprawdza wydolność symboli, pokazuje zwariowaną rzeczywistość rozpędzoną po kwietniu 2010 roku. W "Dziurze" akcja, wychodząc od Radia Maryja, zapętla się. Wreszcie w "Licheń story" wydarzenia toczą się w większości w sanktuarium w Licheniu.

Jakubowski podchodzi do swoich bohaterów z dyktafonem, jak nie przymierzając Szymborska w wierszu "Pogrzeb". Pamiętacie Państwo: w korowodzie, za trumną idą ludzie, rozmawiają o swoich codziennych sprawach, niespecjalnie interesują się zmarłym. Jarka Jakubowskiego nie interesuje pozorna oczywistość zdarzenia: jednoznaczny (zły lub dobry) odbiór generała Jaruzelskiego w "Generale" (reż. Aleksandra Popławska i Marek Kalita, Teatr IMKA w Warszawie), tłum protestujący i grożący pod krzyżem po tragedii smoleńskiej w "Wiecznym kwietniu". Wyciąga i rozświetla małe dramaty ludzi ("Dziura"), w "Licheń story" intencje osób nie tylko tych, którzy tam przyjechali ale i tych którzy tam pracują. Ukazuje świat odarty z głębszych uczuć. Miłość jest tu na sprzedaż. Pojawiają się: prostytutka, tancerka go-go. A szybki seks dziewczyny toaletowej i parkingowego odbywa się w szalecie. Kuleją też relacje rodzinne. Często dzieci wyrzucają rodzicom przeszłość. Wyrzucają, że rzadko potrafią zadbać o ognisko domowe. W "Dziurze" Tomasz wykrzykuje w twarz Henrykowi: "Postanowiłeś ratować swoją wolność i zostawiłeś nas w pudełku." Postaci są rozczarowanie swoim życiem, próbują je naprawić: "To wszystko trzeba jeszcze raz poukładać, posklejać." Są ludźmi niezrealizowanymi, jak Biskup w "Licheń story", który "Czuję się tak, jakbym wszystko robił w gumce."

Typowa jest dla Jakubowskiego tęsknota za światem który przeminął. Parkingowy w Licheniu wspomina, że "Lata dziewięćdziesiąte były najlepsze." Na pytanie, dlaczego odpowiada dowcipnie: "Bo były. Nie było tego plastiku, tego fejsbuka, debilnego lajkowania i w ogóle jakoś fajniej było. Zresztą, śledząc profil Jakubowskiego na facebooku, prócz zdecydowanego światopoglądu, odniesień do bieżących wydarzeń politycznych, znaleźć można teledyski sprzed wielu lat. Jaka jest teraźniejszość według autora? Na pewno naskórkowa, szybka, zwariowana. Opisuje on życie "krzątane". Jego postaci muszą sobie powtarzać, by nie zwariować: "Utrzymanie. Poziomu. Linii. Stylu. Standardu. Się. Na powierzchni. Ostry makijaż. Ostre potrawy. Ze styropianowych pudełek."

Co ciekawe, autor w dramatach wystawia hierarchii kościelnej niezbyt pochlebne świadectwo. Słowa dyrektora Rydzyka wkłada w usta bohaterce: "Wykorzystuję ich ograniczoną świadomość. Manipuluję ich emocjami. Dokładnie tak samo jak druga strona." Z kolei Biskup z Lichenia już dawno stracił wiarę, oszukuje wiernych, szuka ersatzów.

Jakubowskiego nie ogranicza świat ludzi, żywych. Swobodnie dopuszcza do głosu Jezusa ("Dziura), czy Relikwię ("Licheń story"). Poszerza tym świat przedstawiony swoich dramatów, nie ma dla niego zabiegów niemożliwych. Zwraca uwagę na człowieczą stronę Jezusa: "Chciałem żyć. Nie macie pojęcia, jak bardzo. Myślcie o mnie. Nie zostawiajcie mnie. Żyjcie."

Jarek Jakubowski pisze dobrze, linearnie, fabularnie. A mam niestety świadomość, jakie teksty coraz częściej gra się na polskich scenach. On po prostu pisze dobre dramaty, z myślą, z problemem. Żyje poza mainstreamem, mało ma czytań, czasem jakiś dramat wydrukuje mu "Dialog". Spotkałem się już z głupimi uśmieszkami, pochrząkiwaniem, że to przecież prawicowiec, że konserwatysta, że nie pasuje. Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. Niech więc moja lewacka rekomendacja wam wystarczy: to są świetne teksty, warte wystawiania i publikacji. I tyle.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz