czwartek, 28 marca 2013

"Brzydkie Kaczątko", reż. Przemysław Jaszczak, Teatru Lalki i Aktora w Wałbrzychu


Czekam chwili, gdy nie będę już oglądał w teatrach "Brzydkiego Kaczątka". Inaczej: gdy nie będzie już powodu, by w naszym kraju wystawiać tę bajkę. Gdy zniknie problem braku akceptacji dla odmiennosci, a dzieci, a szczególnie ich rodzice zrozumieją, że im bardziej kolorowy, tęczowy, różnorodny jest świat dookoła nas, tym ciekawiej.

"Brzydkie Kaczątko" z Teatru Lalki i Aktora w Wałbrzychu to niezły spektakl dyplomowy młodego reżysera Przemysława Jaszczaka. By być szczerym: są tu, jak w niemal każdym dyplomie, proste błędy, ale są i momenty piękne, mądre pomysły. Chwilami brakuje tempa, niekiedy przedstawienie rozłazi się, wlecze (mimo, że trwa tylko godzinę). "Brzydkie Kaczątko" wyróżnia świetna główna rola Karoliny Gorzkowskiej, którą oglądałem niedawno w "Balladynach i romansach" w łódzkim Pinokiu. To rola niemal organiczna. Kaczątko od wyklucia się z jajka, z nieśmiałym uśmiechem, wahaniem poznaje świat, próbuje zaprzyjaźnić się z braćmi kaczorami (Zbigniew Koźmiński, Seweryn Mrożkiewicz). Nie rozumie, dlaczego jest przez nich odtrącane. Przechodzi szybki kurs życia na podwórku, skopane i wydrwione postanawia pójść w świat. Dochodzi do stajni, w której stoją Krowa i Koń, doskonale animowani (nogami!) przed dwójkę aktorów, poznaje Srokę i Kreta. Wreszcie, ulatuje na skrzydłach do nieba. Swoją drogą, tej końcowej sekwencji brak pomysłu. Długo ustawiane są rzeźby kaczek tylko po to, by przez trzy sekundy pokazać, że oto kaczki zostały a łabędź uleciał, zostawiając je na podwórku.

"Brzydkie Kaczątko" to typowy spektakl dyplomowy, w którym, jak wspomniałem, student nie ustrzegł się błędów, postanowił powrzucać wszystkie pomysły w krótką bajkę Andersena. Niektóre się sprawdzają (animowanie głowami zwierząt, ogrywanie ogromnych jajek), inne niezbyt (niepotrzebny i pretensjonalny pomysł na sekwencje baletowe na proscenium). Jednak to, jak Jaszczak panuje nad zespołem, jak potrafi stworzyć sytuację sceniczną warte jest uznania. Po tym przedstawieniu z nadzieją będę śledził kolejne kroki młodego adepta.

Wałbrzyski Teatr Lalki i Aktora odwiedziłem już po raz trzeci w tym sezonie. I po raz trzeci się nie zawiodłem. "Le filo fable" to świetny, kreacyjny spektakl dla najmłodszych widzów, tych jeszcze niewiele potrafiących powiedzieć. "Bajka o rozczarowanym rumaku Romualdzie" – zabawny tekst Maliny Prześlugi o koniu odbijającym ukochaną z mieszkania w bloku. Ukochaną okazuje się... mucha. No i wreszcie "Brzydkie Kaczątko".

Wałbrzyski Teatr Lalki i Aktora kiedyś ciągnął się w ogonie polskich teatrów. Proste przedstawienia w banalnej scenografii stawiali tu tak zwani reżyserzy, nie zapraszani nigdzie indziej. Obecny, bardzo młody zespół pełen jest energii, co w tym sezonie mogłem zobaczyć nie raz. Teatr zapraszany jest na festiwale, nie tylko te krajowe. A we wrześniu odbędzie się tu pierwsza edycja festiwalu. Doceniam milowy krok, który przebył ten mądrze prowadzony przez młodego dyrektora teatr. Dziś Wałbrzych nie kojarzy się tylko z Teatrem Dramatycznym. Dziś gość walbrzyskich lalek nie poczuje żenady. Przeciwnie, będzie chciał tu wracać.

2 komentarze:

  1. Zdecydowanie w odgrywaniu roli ogromnego jajka odnalazłabym się najlepiej. Dobrze że chociaż na jeden spektakl Pan zdążył.

    OdpowiedzUsuń
  2. Prawda? Udało sie wstac, bo na 9 rano. Skąd Pani wiedziała że na Bohaterki sie spóźniłoem?:-) Jadę raz jeszcze, 7 kwietnia. Może lokomotywa tym razem sie nie zepsuje...

    OdpowiedzUsuń