sobota, 23 lutego 2013

"Trzy siostry" w reżyserii Eweliny Pietrowiak z Teatru im. Ludwika Solskiego w Tarnowie recenzuje Kalina Filip


Tarnowskie „Trzy siostry” to spektakl o niespełnionych marzeniach, o ludziach znudzonych życiem, rozczarowanych dorosłością. Nie odnieśli sukcesu z powodu braku energii do działania oraz całkowitego zanurzenia się w marzeniu o utopijnym, lepszym świecie.
Akcja „Trzech sióstr” rozgrywa się w różnych miejscach: we wnętrzu, na podwórzu i poddaszu. Niejednokrotnie dzieje się w kilku miejscach jednocześnie. Scenografia Eweliny Pietrowiak (będącej również reżyserką) ukazuje wnętrze pomieszczeń oraz podwórze a wszystko szare: meble, ściany, okna, drzwi, pościel. Ciekawym elementem scenografii są opony użyte, jako meble ogrodowe. Kolorystyka podkreśla klimat spektaklu, pozwala też skupić się w pełni na grze aktorskiej. Szarość scenografii uwydatnia uniwersalność treści. Możemy umiejscowić spektakl w dowolnych realiach społecznych-polityczno, jak również w dowolnym przedziale czasowym.
Niestety, dialogi wydają się recytowane, gra w większości bez wyrazu. W pewnych momentach jest po prostu nudno. Panuje martwota i odrętwienie. Na szczęście Matylda Damięcka w roli Nataszy, nadaje przedstawieniu dynamiki. Damięcka poza wyróżniającym ją różowym strojem, bawi dowcipem.
Momentem wzbudzającym zachwyt staje się przybycie kolędników. Aktorzy ustawiają się w dwóch rzędach, każdy trzyma świeczkę. Stoją w ciemności oświetleni jedynie bladym płomykiem. Śpiewają a cappella kolędy, pastorałki w języku rosyjskim. Niesamowite, wzruszające przeżycie.
Trzy siostry” w reżyserii Eweliny Pietrowiak nie zachwycają. Męczą i nudzą, mimo współczesności przedstawienia, uzyskanej za pomocą scenografii oraz kostiumów. Szara scenografia oraz nastrój znudzenia, rozczarowania rzeczywistością przygnębiają. Jakby nie było wystarczające, że dramat dotyka problemów znanych większości: podejmowania decyzji niezgodnych z uczuciami, z rozsądku, bo wypada. Niespełnione marzenia i ambicje, oczekiwania, co do dorosłego życia czy małżeństwa. Często jednak niepowodzenia spotykają nas na własne życzenie. Będąc marionetką niezdolną do działania, zatopioną w utopijnych wizjach lepszego świata, gdzieś poza miejscem, w którym żyjemy, nie zajdziemy daleko.
Można się zastanawiać, dlaczego dyrektorka artystyczna wybrała tak wymagającą i trudną sztukę na początek kadencji. Ewelina Pietrowiak w jednym z wywiadów stwierdziła, że Czechow bardzo pasuje do tarnowian, Tarnowa i tego teatru. Pietrowiak chciała również zaprezentować publiczności zespół aktorski, do którego dołączyło kilka nowych osób. Nie można mówić o sukcesie reżyserskim w tarnowskim teatrze Eweliny Pietrowiak. Spektakl epatował uczuciem beznadziei do tego stopnia, że niektórzy widzowie wychodzili w antrakcie. Nie był również czytelny. Poza tym, jako rodowita tarnowianka, nie uważam miasta za szare, ponure a mieszkańców za zblazowanych nieudaczników, marzących o lepszym świecie.

2 komentarze:

  1. Bardzo sceptycznie.. Oglądałam # siostry w wykonaniu Teatru Telewizja i byłam zadowolona z realizacji.

    OdpowiedzUsuń
  2. to jeszcze wiele pięknych realizacji Czechowa przed Panią!:-) Polecam realizacje tego dramatopisarza wyreżyserowane przez Agnieszkę Glińską.

    OdpowiedzUsuń