sobota, 2 lutego 2013

Pan fotograf


A dokładniej: pan fotograf Wojciech Plewiński. Nasze pierwsze i jedyne dotychczas spotkanie miało miejsce w Poznaniu podczas pierwszej edycji Forum Fotografii Teatralnej. Impreza odbywała się rok temu, poproszono mnie bym poprowadził tam dwa spotkania: Wojciechem Plewińskim właśnie i z Thomasem Aurinem. Oba, spisane, opublikowałem w majowym numerze pisma Teatr. Takie moje fotograficzne au revoir, na wyjście z tej branżowej gazety.

Głos Plewińskiego znałem, niekiedy dzwoniłem prosić go o jakieś zdjęcie, o prawa do jakiegoś kadru. A to, będąc studentem przygotowywałem koncepcję wystawy Grzegorzewskiego (Plewiński był jego nadwornym fotografem), a to, już podczas pracy w Teatrze potrzebowałem zdjęć znanych aktorów, a częściej aktorek. Bo Plewiński to moim zdaniem, i wcale nie będę tu oryginalny, fotograf kobiecego piękna. Potrafił zatrzymać młodość, ulotną chwilę. Dziwne, że ogromna większość zdjęć tych jak mawiano „kociaków Przekroju” i dziś ma swój urok i dzisiaj zadziwia stylem. Nieprzypadkowo, niedawno Elżbieta Bińczycka, na swoim profilu facebook zamieściła zdjęcie autorstwa Plewińskiego sprzed wielu lat. Bińczycka stoi w atelier w długiej czarnej sukni, srebrna broszka przy dekolcie, sukienka wiązana na szyi. Porusza wyobraźnię, bo przecież ten krój powoduje gołe plecy, których oczywiście nie widać niestety. Pytanie, dlaczego Pani Bińczycka teraz, po latach zamieszcza takie zdjęcie, gromadzące fanów w „lajkach” i komentarzach. Bo Plewiński potrafił w jednym kadrze opowiedzieć o młodości, o pięknym dla niej czasie, pięknych chwilach.

Wracając do Forum Fotografii Teatralnej, którego druga edycja zbliża się wielkimi krokami w Teatrze Nowym w Poznaniu, i do Wojciecha Plewińskiego – gościa imprezy sprzed roku. Pewnym zaskoczeniem był dla mnie sposób... prowadzenia naszego spotkania. Na małej scenie ustawiono ekran i projektor. Chciałem z początku lekko zahaczyć Pana Wojtka o kobiety, o modelki, poprosić o wspomnienia Krakowa sprzed lat. Szybko zostało mi to przez gościa wybite z głowy. Pan Wojciech tonem nieznoszącym sprzeciwu począł zmieniać uprzednio przygotowane slajdy i króciutko, niemal czysto informacyjnie o nich opowiadać. Jaki spektakl, jaki reżyser i jaki teatr. Tak sobie wymyślił nasze spotkanie, nie zmienię już tego. Prosiłem o dłuższe zatrzymywanie się przy każdym zdjęciu, dopytywałem o sposób fotografowania, o dziwne światło, o pracę z reżyserem, czy aktorem. Z tego wyszła chyba całkiem w porządku opowieść, którą jak wspomniałem zamieściłem w Teatrze (tu można przeczytać zapis tej rozmowy, oczywiście zredagowany i skrócony: http://www.teatr-pismo.pl/ludzie/163/musialem_wymyslic_wlasny_system/). Widziałem u Plewińskiego pasję, gdy opowiadał o tych zdjęciach, o latach 60. i 70. w Krakowie. Mistrz brał również czynny udział w rozmowie z niemieckim fotografem Aurinem, która odbyła się dzień później, dopytywał go o techniczne szczegóły, delikatnie zaczepiał. Cały czas chodził z wysokiej klasy aparatem-małpką i robił zdjęcia.

Żałuję, że nie mogę uczestniczyć w zbliżającej się edycji forum. Mam nadzieje, że twórcy tej ważnej imprezy zaproszą mnie w 2014 roku. Bo że ważna i potrzebna to impreza, co do tego nie mam wątpliwości. Plewiński pokazał, że rola fotografa teatralnego to nie dokumentalistyka spektaklu, no dobrze, to też. Ale to przede wszystkim umiejętność zatrzymania piękna, pięknej chwili. Ujęcia jej tak, że zapiera dech.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz