czwartek, 7 lutego 2013

"Ożenek" Wyrypajewa w Teatrze Studio

rys. Małgorzata Majewska

We wrześniu, podczas międzynarodowego festiwalu w Brześciu na Białorusi oglądałem „Ożenek” Gogola. Przedstawienie prezentował jakiś rosyjski teatr. Pamiętam piękne kostiumy, wystawną dekorację, pieszczone słowo i okrutną nudę. Czytam wywiad z Iwanem Wyrypajewem i zastanawiam się, bo mistycznego odczytania Gogola tam nie było. Raczej zabawa, gagi, ubaw po pachy. Wyrypajew opowiada, że Gogol w tradycji rosyjskiej odsyła do prawosławia, do Boga. Na ile to prawda, a na ile wymysł reżysera? Nie wiem. A może zwyczajnie oglądałem zły spektakl z Rosji?

Wiem na pewno, że przedstawienie w warszawskim Teatrze Studio rzuca nowe światło na odczytanie tego autora w Polsce. Postaci tu nie grają, a niejako „są grane” przez aktorów. Pikuła, Gruszka, Bosak, Lewandowski i inni prezentują nam – widzom typy postaci z proscenium. W wariacki i niebywale atrakcyjny sposób. Trochę dell'arte, trochę puszczania oka do widza. Mnóstwo dynamiki, ekspresji, znaków scenicznych. W interpretacji Wyrypajewa nie ma za grosz realizmu, tak nieznośnego w odczytaniach „Rewizora” czy „Ożenku”. Jest wybebeszenie teatralności: lektor z głośników zapowiada kolejne akty, ogłasza że spektakl właśnie dobiegł końca. Fabuła przetykana jest śpiewającym z głębi sceny chórkiem.

Teatralności tu więcej: biała, klasyczna dekoracja, niezmienna przez cały spektakl, stroje z epoki, sztuczne nosy przytwierdzone na gumkach. I te gesty rodem z bardzo złych teatrów sprzed dziesiątek lat. I te teatralne pozy. Czemu to służy?

Wyrypajew wpisał postaci dramatu w sytuację tragiczną, w sytuację bez wyjścia. Rzucił ich jak kukły w wir akcji, w jakiś pęd rodem z „Czyż nie dobija się koni”. Akcja mknie w zawrotnym tempie, kolejni absztyfikanci prezentują się przed Agafią (Karolina Gruszka). Dlaczego się tu znaleźli? I podstawowe pytanie, które stawia reżyser: po co ten ślub? Kto im każe? Czemu tak szybko? Bo przecież nie wierzymy Koczkariowowi (brawurowa rola Łukasza Lewandowskiego), że po to zachęca Podkolesina do ożenku, by rodziły mu się dzieci. Zamknięci w sytuacji bez wyjścia bohaterowie pokazują nam jak w zwierciadle ludzką egzystencję.

I ta najbardziej przejmująca, w wolniejszym tempie zagrana końcowa scena spektaklu, w której grający Podkolesina Marcin Bosak ucieka przez okno. Bosak pozbawiony gestu, z opuszczonymi rękoma, z bezradną miną, cofa się w stronę okna. Sam na pustej scenie. Zaraz wkroczy jego przyszła żona, Podkolesin ma tylko chwilę na decyzje, sekundy na ucieczkę. Nie może w lewo bo tam ludzie, w prawe drzwi też nie, bo tam narzeczona, wybiera więc okno. Jedyne wyjście z piekła, w którym uczestniczył. Wraca do domu, na fotel, by... znów grać rolę kawalera na wydaniu. Tu mógłby się znów zacząć ten spektakl. Wejdzie swatka, po niej Koczkariow, na nowo zacznie się kręcić koło w którym Podkolesin jak chomik rozpocznie swój bezsensowny bieg.

Są takie przedstawienia, których zabawne treści powodują, po pierwszym spontanicznym śmiechu, strach, wywołują gęsią skórkę. Bywają też, na szczęście, reżyserzy, którzy odwołują się wciąż jeszcze do transcendencji. „Ożenek” Gogola grany w Teatrze Studio to kolejny spektakl Iwana Wyrypajewa w Polsce. I kolejny niezwykle udany.

3 komentarze:

  1. Przykro mi, ale wyszedłem w przerwie znudzony tą bieganiną, nieśmiesznymi minami, wrzaskami; rozczarowany, że piękną K.G. oszpecono nastawką na nosek... A to, że gdzieś tam chórek podśpiewywał, to jeszcze za mało by poczuć, że może Bóg/bóg istnieje.

    Ryszard Nałęcz-Jawecki

    OdpowiedzUsuń
  2. A czy w tym spektaklu chodzi o piekne aktorki??? Na wybory Miss zapraszam!
    m.majewska

    OdpowiedzUsuń
  3. Fantastyczny spektakl, pełen brawury i znakomitej gry aktorskiej, a jednocześnie waznych pytań, które zadaje sobie dzisiejsze pokolenie. Kreacja Marcina Bosaka - znakomita, Karolina Gruszka - fantastyczna. Ale praktycznie każdy aktor daje popis gry. Polecam.

    OdpowiedzUsuń