poniedziałek, 25 lutego 2013

„Niunia” w reż. Natalii Fijewskiej-Zdanowskiej, Teatr Młyn z Warszawy

rys. Małgorzata Majewska http://malgosiamajewska.carbonmade.com/


Szesnaście lat temu Adam Krawczuk przyjechał na Rzeszowskie Spotkania Teatralne już jako absolwent Akademii Teatralnej, członek teatru Montownia. Nowo powstała grupa zaprezentowała swój debiutancki spektakl „Szelmostwa Skapena”. Dziś Rutkowski sadzi się na pierwszego seksuologa w kulturze, Perchuć gra po serialach, niekiedy w stołecznym Powszechnym, Wierzbicki... no właśnie, nie wiem, co porabia Wierzbicki. A Krawczuk? Partneruje siostrom Fijewskim w przezabawnym przedstawieniu „Niunia”, granym na Jezuickiej w SCEK-u.

Niunia” warszawskiego Teatru Młyn to taki typ przedstawienia muzycznego, które w godzinę potrafi ubawić inteligentnym humorem, celną ironią. Tekst autorstwa Natalii Fijewskiej-Zdanowskiej jest z grubsza o młodej dziewczynie, próbującej odnaleźć swoje miejsce w zwariowanych czasach, w oszalałym stołecznym mieście Warszawa. Tytułowa Niunia (świetna Agata Fijewska-Sękulska) pisze wiersze, ale rodzice wciąż jej powtarzają, że ma zarabiać, znaleźć etat. Podczas jednego z wieczorków poetyckich, gdzie króluje atmosfera rzekłbym „bardzo naddekadencka”, spotyka właścicielkę agencji reklamowej. Ta, wysłuchawszy wiersza o... kluskach, zatrudnia Niunię na stanowisku copywritera. Przekomiczna jest scena podpisania cyrografu, dzięki któremu wszystkie pomysły Niuni należeć będą do szefowej. Zmienione światło, dym z cygara, który za plecami stylizowanej na szatana pryncypałki rozpuszcza Krawczuk (w tej scenie Julian – pracownik agencji) warta jest wszystkich pieniędzy. Podobnie jak pozostałe sceny tego mini-musicalu, jak by powiedział mój dziadek: „śpiewogry”.

Pamiętam, że to, co zaważyło na ogólnopolskim sukcesie pierwszych przedstawień Montowni to szalone pomysły, świeże rozwiązania sceniczne, mordercze tempo. Podobnie, „Niunia” skrzy się od pomysłów, wynikających z aktorskich improwizacji. Widać, że Krawczuk mimo upływu lat (wiem, przesadzam, przesadzam!) wciąż ma tę młodzieńczą siłę, potrafi z dwóch krzeseł, mikrofonu ukręcić openspace agencji, rękoma zmarszczyć czoło gdy śpiewa o pływaniu w czepku, zrobić skośne oczy gdy dośpiewuje o wakacjach w Tajlandii. W ogóle, jego piosenka o życiu agencyjnego yuppie bawi do łez.

Uwielbiam aktorskie improwizacje na zadany temat. „Niunia” cieszy oko głównie dzięki nim oraz błyskotliwemu tekstowi o dwudziesto-, trzydziestolatkach, którzy swoje talenty rozmieniają na drobne, wymyślając głupawe hasła i piosenki reklamowe wszystko jedno czy dla agencji towarzyskiej pod Warszawą czy dla stoiska wędlin.

2 komentarze:

  1. Jak to miło słyszeć, że wciąż jeszcze można się miło i inteligentnie, rozbawić... w teatrze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj, można. Są jeszcze takie miejsca. A we wrocławskim Capitolu nie można? Byłem ostatnio, z tydzień temu na Sex machine i kiepskie bardzo. To świetny temat, by stworzyć mapę spektakli i teatrów, gdzie dominuje inteligentny humor. Problem tylko, że każdego śmieszy, bawi co innego.

      Usuń