piątek, 15 lutego 2013

Felieton: Cycki aktorki


Po publikacji ostatnich felietonów dwie osoby zarzuciły mi, że moja tak zwana saga o dyrektorach jest rodem z "Super Ekspressu", wysyłając mnie tam na staż. Pozwólcie zatem kochani, że wciąż to tu będę ćwiczył swój warsztat, ku zadowoleniu szanownych redaktorek i redaktorów poczytnego teatralnego portalu. Dziś i tytuł wymyśliłem chwytliwy (a co!) i postaram się o kilka smaczków rodem z "Superaka". Ale do rzeczy.

Jest taka recenzja, zachwycająca zupełnie, autorstwa Kuby Grabskiego, lokalnego recenzenta z Koszalina, w której opisuje on... No właśnie, może najlepiej oddać akapit Panu Kubie: "Lejzorek" to tytaniczna praca zespołowa, gdzie poza bohaterem tytułowym, większość aktorów gra od czterech do ośmiu postaci. Wymaga to nie lada umiejętności szybkiego przebierania się. Ale i rozbierania. Z prawdziwą satysfakcją warto tu odnotować najdłużej pokazywany na koszalińskich deskach nagi biust. Bardzo zgrabny, podobnie jak jego właścicielka, gościnnie występująca w spektaklu Dominika Mrozowska. 

I tyle o pani Dominice w tej recenzji, ani słowa więcej. Według pana Grabskiego, wyróżniła się w "Burzliwym życiu Lejzorka" najdłużej pokazywanym biustem. Swoją drogą, zastanawiam się, czy pan Grabski liczył sekundy, może minuty. Może ma notes z tabelą, która aktorka dłużej występuje topless. Chętnie opublikowałbym mu ten ranking. A co do "Lejzorka", to zapewne ważna i ciekawa to interpretacja Artura Barcisia, reżysera przedstawienia. A zaś co do lokalnego recenzenta, to wydaje mi się, że może warto też zauważyć talent aktorski lub jego brak u pani Dominiki? Może udział w jury miss nastolatek ziemi koszalińskiej tak przesłonił panu Jakubowi chłodny osąd gry scenicznej? A może istotnie, może się mylę, przecież nie widziałem koszalińskiego dzieła, może biust pani Dominiki rzeczywiście rzuca męską część widowni na kolana. Pojadę, zobaczę, stosowną recenzję na blogu swym umieszczę.

Kiedy tak z uwagą wczytywałem się w zapiski pana Kuby, przypomniałem sobie cichy coming out innego, znacznie bardziej poczytnego recenzenta, Łukasza Drewniaka. Niemal dekadę temu, podczas jednej z konferencji (spotkania publicznego, zatem mogę cytować - to dla czytelników, tych od wysyłania mnie do pracy w "Superaku") potoczyście opowiedział, jak młodym recenzentem będąc chadzał na "Operetkę" do Starego Teatru w Krakowie. I nie na przebiegłą intrygę dzieła Gombrowicza, nie na doznania intelektualne zmierzał terminator sztuki krytycznej. Po raz jedenasty, dwunasty i trzynasty przychodził dla sceny finałowej. W niej to, grająca Albertynkę Dorota Segda, stawała nago. Drewniak, jak wspominał, siadał w różnych miejscach, to bliżej, to dalej, to z ukosa podziwiał walory krakowskiej artystki.

Obecnie w teatrach nagość nikogo nie dziwi, nie oburza, nie podnosi ciśnienia, krew nie krąży szybciej. Pisząc kolokwialnie: goła baba już nie dziwi. Recenzenci już przywykli, oko ledwie prześlizgnie się po kształtnej piersi. Choć w Koszalinie... dobrze, dajmy już spokój panu Kubie i jego stoperowi.
Pamiętam, jak jeden z fotografów, po przesłaniu mi około setki zdjęć z jednego ze spektakli, w którym hasały nagie aktorki, poprosił, bym przed opublikowaniem któregokolwiek spytał dyrekcję teatru o zgodę. Dyrekcja bowiem wybrała siedem absolutnie nietypowych dla przedstawienia, grzecznych, z zakutanymi w ubrania aktorkami. Czy zadziałał zwykły wstydzioch? Skąd niezgoda na publikację tak charakterystycznych kolorowych fot pełnych pup i biustów? Na scenie można, ale w branżowym piśmie już się nie da? Dziwiłem się, bo odważny był to teatr.

Dochodząc do zgrabnej puenty, zakończę wezwaniem, krzyknę: może stworzyć zakładkę na portalu lub ostatnią stronę w branżowych pismach (tak, tak, jak w "Fakcie") ze zdjęciami biustów, z pikantnymi fotkami? Dla recenzentów tylko, na hasło. Taki deser pieszczący ich oczy. Znając konserwatywną brać piszącą, podejrzewam, że pomysł padłby na podatny grunt. Już widzę te wypieki na polikach, czuję te spocone dłonie i skronie. A może w ogóle przestać grać nago, kostiumy skroić po nadgarstki i stopy, co by kolegów recenzentów tak nie rozpraszały. Co by wreszcie skupili się na rzetelnym opisie przedstawień. Co o tym sądzicie? Czekam na komentarze i maile (bartlomiejmiernik@gmail.com) Darz bór!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz