piątek, 22 lutego 2013

"Bóg mordu" w Teatrze 6. piętro. Opisuje Rafał Jędrzejak


Rzeź w mordzie?
Nie jestem krytykiem teatralnym. Nie byłem też kształcony po linii mającej cokolwiek wspólnego z teatrem. Jednak całe życie słyszę dookoła, że jestem krytyczny, zatem z magazynkiem ciętych komentarzy usiadłem w Teatrze 6. piętro, aby obejrzeć „Boga mordu”.
Wydatnie pomógł mi Roman Polański przenosząc dwa lata temu sztukę Yasminy Rezy na ekran. Sądziłem, że będzie mi łatwiej skupić się na innych elementach spektaklu, poza fabułą, którą znam z filmu „Rzeź”. Z minuty na minutę upewniałem się, że Roman Polański i Małgorzata Bogajewska spojrzeli na oryginał Rezy zupełnie inaczej.
Czterech aktorów, jedna scenografia, zaskakująca rozwiązaniami, których nie powstydziliby się projektanci z IKEA, afrykańska muzyka. Mimo, że tytuł Polańskiego bardziej mi odpowiada, to nie w kinie oglądałem prawdziwą „Rzeź”, tylko właśnie na 6. piętrze Pałacu Kultury i Nauki. Krew, wymiociny, krzyki, agresja a wszystko to podane w postaci interwałów przeplatanych próbami wyciszenia, prowokującymi coraz to większe natężenie agresji.
Obejrzałem sztukę i przyszedł czas refleksji. Czy zobaczyłem definicję człowieczeństwa? Może tak, bo policzki czerwieniały mi, kiedy aktorzy odgrywali wstydliwe dla mnie zachowania. Obserwowałem widzów siedzących obok i nie dało się nie zauważyć, jak spoglądają z satysfakcją na swoje drugie połówki jakby chcieli im powiedzieć „a widzisz jak to wygląda?”. Może to była definicja zezwierzęcenia, bo co chwilę czułem się jak przed klatką szympansów. Cały przekaz był anonimizacją płciową zachowań ssaków. Autorzy spełnili prakseologiczny warunek skuteczności w przekonaniu mnie, że zatarła się granica między charakterystycznymi niegdyś dla każdej z płci wachlarzami emocjonalnych reakcji wywołanych kolejnym wachlarzem impulsów. Często banalnych impulsów. I chociaż zdaję sobie sprawę, że w otaczającej nas rzeczywistości stereotypy różnicujące kobietę i mężczyznę przechodzą milowymi krokami do lamusa, spektakl owe przekonanie zakorzenia głębiej.
Autorka sztuki zastosowała narzędzie cynizmu i ironii, które w opisywanym przekładzie miało charakter przekomiczny. A nic tak jak komizm nie ułatwia akceptacji dla wchodzenia z butami w nasze panopticum. Reżyserka przedstawienia, Małgorzata Bogajewska, pokazuje typowe cechy każdego z nas. Zagłębia się w intymne sfery człowieczeństwa i dokonuje gwałtu. A to ważne, aby przekaz pozostawił po sobie ślad powodowany nawet brutalnymi metodami.
Nienawidzę dźwięku tarcia widelca o talerz albo kredy o tablicę. Dostaję wtedy gęsiej skórki. W Teatrze 6. piętro miałem ciarki, gdy Fraszyńska otwierała usta. Udawało jej się mnie zdenerwować. Czarek Pazura zagrał znanego wszystkim sympatycznego Czarka. Żebrowski dostał chyba tę rolę, bo to jego teatr. Za to Dereszowska... Fakt, że przydzielono jej najciekawszą rolę nie umniejsza kunsztu aktorskiego. Poza tym... jest jeszcze jedno. Nie wiem, czy to zasługa kostiumografa ale ta idealnie skrojona bielizna odciskająca się na jej spódnicy zadowoli najwybredniejszego konesera stylizacji mody.

1 komentarz:

  1. końcówka zabrzmiała szowinistycznie. myślę że aktorów podsumowałabym inaczej, lecz twój opis reakcji na przedstawienie wydaje mi się bardzo trafny! pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń