sobota, 12 stycznia 2013

"Wszyscy święci" z Teatru Polskiego w Bydgoszczy


Przestrzeń sceny podzielona została na trzy plany. Po lewej gabinet lekarski, w środku salon w zwykłym polskim mieszkaniu: łóżko, kanapa, meblościanka z poprzedniej epoki, po prawej kuchnia. Wszystkie te plany osadzone są w czasie mocno przeszłym, tak sprzed zgoła dwudziestu laty. Taka Polska „B”. Większość postaci swobodnie przemieszcza się po planach, zmienia przestrzeń.

W świetnym bydgoskim przedstawieniu Wszyscy święci (w reż. Wojciecha Farugi) każdy z bohaterów niesie swój krzyż, swój problem przez życie. Inaczej, jakby głębiej lub obok, rozumie swoje życie w religijności. Większość postaci mocniej i w dość wypaczony sposób przeżywa problem wiary. Albo przez śmierć na krzyżu, albo przez samobiczowanie, albo jak umierająca na łóżku Matka (Alicja Mozga) na sposób ceremonialno-wiejski. Matka, leżąca w centralnej części sceny, przewijana jest w kolejne pampersy przez Ojca i syna Areczka, jest ich metaforycznym krzyżem, utrapieniem. W kulminacyjnej scenie wstaje, by... umrzeć. Wydzwania do rodziny, telefonicznie żegna się ze znajomymi, ubiera swego dość niechlujnie noszącego się syna w garnitur, spodnie w kant i świeżą koszulę.

„Spektakl religijnych ceremoniałów” – bo tak bym go nazwał – bogaty jest w świetne role. Postać Córki, grana przez Magdę Łaskę, kilka razy dziennie uczestniczy w eucharystii, po to tylko by przystąpić do komunii, następnie wyjmuje opłatek by włożyć go do kolekcjonerskiego albumu. Ma już sporo opłatków, wie nawet który jak smakuje w którym kościele. Świetny jest doktor psychiatrii, grany przez Rolanda Nowaka, czy Ojciec, próbujący ćwiczyć na bębnie pieśni patriotyczne w mieszkaniu.
Jarosław Jakubowski – autor scenariusza – spróbował pokazać kim są współcześni wierni. I jak blisko jest od wiary do jej wypaczenia. Lub inaczej, jakie wiara może stworzyć potworki, jakie pokrętne formy może przybrać. 

1 komentarz: