niedziela, 6 stycznia 2013

"O dobru" Demirskiego i Strzępki


 To, że wałbrzyski zespół Teatru Dramatycznego jest doskonały to wiedzą już w Polsce wszyscy. To, że potrafi zagrać dosłownie wszystko to też pewnik. Niestety, potrafi nawet banalny scenariusz wynieść wiele pięter w górę. O dobru Demirskiego to tematyczna porażka. Może dlatego, że i adwersarz nie był tak wyrazisty jak PKP, liberałowie, artyści – architekci zbiorowej wyobraźni. Tu autorzy strzelają na oślep, najczęściej ślepakami. Dostaje się po trochu luminarzom polityki, dziennikarzom, którzy nie potrafią patrzeć na ręce władzy, systemowi, co to spycha na margines całe rzesze ludzi niepotrafiących się przystosować.
W swoistej Berezie Kartuskiej obecnego systemu znaleźć można i Amy Winehouse (doskonale odgrywaną przez Agnieszkę Kwietniewską), dwóch dziennikarzy, matkę z nieprzystosowaną, nadpobudliwą, egzaltowaną córką. Nad tą specyficzną grupką góruje osoba w białym kitlu. Prowadzi badania, próbuje egocentryków zwrócić społeczeństwu. Tylko czy oni kiedyś wrócą? Czy pracownica wytwórni płytowej, która kazała wyjść ledwo trzymającej się na nogach piosenkarce na koncert w Belgradzie, zapomni na chwilę o pieniądzach, o „dobrach”, a zacznie myśleć o bliźnich? Czy można w niej jeszcze wzbudzić współodczuwanie? A dziewczyna, gotująca zupę dla umierającego dziennikarz śledczego? Czy będzie w przyszłości potrafiła z takim altruizmem podchodzić do obcych, potrzebujących osób? Cała grupa uczy się zachowań czysto ludzkich, które zostały w dzisiejszych czasach zapomniane.
By spektakl jakoś się bronił, w dość banalne treści dialogów wplecione zostały przez reżyserkę całkiem atrakcyjne pomysły. Już początek wróży, że obejrzymy regres formy reżysersko-dramaturgicznego duetu, cofnięcie się w śmieszne numery sceniczne. Wychodzi Amy Winehouse i zapowiada, że obejrzymy przedstawienie nieskończone, aktorski pokaz, bowiem twórcy wyjechali z Wałbrzycha jeszcze przed próbami generalnymi. Nie mieli już dla aktorów czasu. Po kolejnych dziesięciu minutach, aktorzy wychodzą do ukłonów, wkraczają w widownię, by się poprzytulać z widzami. Zaś puentą przedstawienia jest wspólne odśpiewanie pieśni wokół palonego przed teatrem ogniska. Zjednoczeni i wyprzytulani wracamy do domów. Tak źle ma się nasz kraj, że jedyne, co możemy przedsięwziąć to ocieplać stosunki społeczne? W ludziach nadzieja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz