środa, 23 stycznia 2013

"Kalino malino czerwona jagodo" w warszawskim Studiu Koło

fot. Studio Teatralne Koło



Największym atutem spektaklu Kalino malino czerwona jagodo są świetne role. Cztery młode aktorki, które odgrywają kobiety w podeszłym wieku bawią się znakomicie dość konwencjonalnym tekstem autorstwa Igora Gorzkowskiego.

Oto zastajemy siedzące na ławce cztery kurpiowskie stare baby, ględzące, narzekające na zdrowie. Jedna drugiej zazdrości, wszystkie wspominają czasy kiedy były młode. I... jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki młodnieją, zrzucają chusty i opowiadają nam historie swoich miłości, zakochań, rozczarowań mężczyznami. Oglądamy świat sprzed wielu dziesiątek lat: wiejska rzeczywistość, dość banalne rozmowy, miłostki młodych ludzi. Dziewczyny smutno puentują swoje historie, spędzić życie z dobrym człowiekiem udało się tylko jednej.

W opowieściach toczonych w warszawskim Studiu Koło nie brak niewybrednego dowcipu. Mężczyźni pokazani są jako skryte fajtłapy, nie potrafią rozmawiać o uczuciach. Patrzymy na to z uśmiechem, z politowaniem.

Najważniejsza w tym przedstawieniu jest wyśmienita gra aktorska. Role zostały jakby idealnie skrojone na cztery aktorki. Każda o innej aparycji, innym sposobie gry. Każda wykorzystuje swoje aktorskie możliwości do pokazania nam postaci, do polubienia jej. Zamojska, Sikora, Grzelak i Omeljaniec doskonale się bawią na scenie. Szczególnie w scenach, gdy odgrywać muszą mężczyzn. Wyśmiewają ich cechy, przywary. W zasadzie ciężko którąś szczególnie wyróżnić.

Po odegraniu scenek z przeszłości znów zamieniają się w starsze kobiety. Wyjmują wódeczkę, kieliszki i piją wspominając sukcesy swojego ludowego zespołu. Śmieją się  piją i wspominają...

To prosty spektakl, oparty o energię czterech świetnych młodych aktorek. Szkoda, że nieczęsto oglądać mogę przedstawienia tworzone z takim entuzjazmem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz