wtorek, 18 grudnia 2012

"Płatonow" w Teatrze im. Osterwy w Lublinie

rys. Małgorzata Majewska


Już dawno nie widziałem tak dobrego przedstawienia na podstawie dramaturgii Czechowa. Płatonowa do przetłumaczenia dostała Agnieszka Lubomira-Piotrowska, do reżyserii w lubelskim Teatrze im. Osterwy zaproszono Agnieszkę Korytkowską. A tytaniczną pracę dramaturgiczną z tekstem przetłumaczonego już dramatem wykonała Dana Łukasińska. Jaki to Płatonow? Przede wszystkim świadomy. Nie lowelas, Piotruś Pan, a facet po przejściach, sterany życiem introwertyk, który przypomina sobie czasy podbojów.

Na scenie spory metalowy podest wysokości około metra, nad sceną wisi kilkanaście drewnianych krzeseł. W zależności od potrzeb, wyjeżdża z zapadni stół. Prosta scenografia, odsłonięte kulisy. Pojawiające się postaci przestrzeń sceniczną traktować będą jak ring, będą boksować się słowami, prowadzić wymyślne intrygi, kłamać, kochać.
Krzysztof Olchawa (Płatonow) wprowadza na tę wypatroszoną ze zbędnych mebli scenę kolejne postaci dramatu, prezentuje galerię prowincjonalnych typków, osobliwych jegomościów. W którymś momencie aktorzy nakładają maski szczurów. Płatonow jakby dyrygował nimi z proscenium. Jest jak król szczurów, który robi co chce z łaknącymi krwi i intrygi gryzoniami. To piękna, mocna scena. A jest tu takich więcej. Gdy Olchawa w kulminacyjnym momencie przedstawienia wyznaje: „Płatonow mnie boli”, Sofia (Lidia Olszak), Maria Grekow (Marta Sroka) i Generałowa (Marta Ledwoń) zastygają, jak manekiny na wystawie. Za chwilę ruszą się jak mechaniczne lalki. Mąż Sofii – Sergiusz (Paweł Kos), w scenie, w której chce zwrócić na siebie uwagę żony, rzuca się impulsywnie na podest, zjeżdża po nim kilkakrotnie, krzyczy o uwagę, o zainteresowanie. Tymczasem żona pogłębia swój romans z Płatonowem. Korytkowska stworzyła, nawet w drobiazgach, konsekwentny spektakl.

Tu Płatonow bardziej obserwuje, przypomina sobie, rozpamiętuje, niż jest kołem zamachowym spektaklu. Owszem, znów kobiety na czele z Generałową lgną do niego jak muchy do lepu. On jednak porusza się po tej przestrzeni jak Hamlet, z dala od dworu. Jest samotny, nierozumiany, inny. Gdzie podział się playboy owijający sobie kobiety wokół palca? Świadomy Płatonow jest jeszcze straszniejszy. Przeraża.
Niestety, nie wszyscy aktorzy zrozumieli zamysł reżyserki. Szczególnie gra starszego pokolenia przeszkadza w odbiorze tego formalnego przedstawienia: postaciowanie, szeroki gest i głupawa, manieryczna zmiany barwy głosu. To jedyne minusy, które i tak nie przeszkodziły mi zachwycać się spektaklem, który (wreszcie!) jest rozmową z kanonicznym odczytywaniem Czechowa. Wreszcie udało się ruszyć z piedestału ten tekst, odkurzyć go w tłumaczeniu i zmienić akcenty. Brawo!

1 komentarz:

  1. ciekawa recenzja i bardzo zachecajaca do obejrzenia spektaklu

    OdpowiedzUsuń