czwartek, 6 grudnia 2012

"Danuta W." w Teatrze Polonia w Warszawie


Patronem tego przedstawienia jest Radio Zet. Miało więc wyjątkową promocję. Ma strategicznego sponsora, a na premierze, w Gdańsku oczywiście, był sam prezydent Lech Wałęsa. Bo spektakl poniekąd jego dotyczy. A raczej życia przywódcy Solidarności widzianego z zupełnie innej, rzekłbym kuchennej perspektywy. Taki Wałęsa od kuchni.
Trwające ponad dwie i pól godziny przedstawienie nudzi jednostajnością, brakiem pomysłów, po krótkim czasie staje się popisem jednej aktorki. Krystyna Janda, odtwarzająca postać tytułową w Danucie W. stworzyła długi popis swych umiejętności. Niczym jednak nie zachwyciła. Ten zbiór gestów, przyruchów, wahań i zamyśleń widzieliśmy już w kilku poprzednich monodramach.
Scenariusz, oparty na książce biograficznej Danuty Wałęsowej ukazuje chronologicznie dzieje słynnej wielodzietnej rodziny. Rodzą się kolejne dzieci, Lecha nie ma w domu, bo walczy o Polskę. Janda pokazuje silną kobietę, która mimo przeciwności losu, będąc odsuwaną na drugi plan, pokazuje siłę, upór, wiarę. Dla niej nie sprawy opozycji, Solidarności. Dla niej liczy się przede wszystkim rodzina. To, czy będzie miała co dzieciom do garnka włożyć na święta, w co je ubrać, czy będąc w kolejnej ciąży da radę pójść na wywiadówkę. A w tej samej kuchni, w której gotuje dla kilkunastu dzieci zbierają się robotnicy, debatując, kłócąc się.
Scenicznie dzieje się niewiele. Najpierw, przez półtorej godziny, Janda stoi za stołem kuchennym i obiera jabłka. Następnie robi z nich szarlotkę, którą po zakończeniu przedstawienia poczęstuje widzów w foyer. Po zrobieniu ciasta więcej chodzi, przysiada na krześle. W tle puszczane są wizualizacje strajków, porozumień, a na koniec filmiku kadry jak to Danuta Wałęsowa zamyśla się w oknie domu, by w końcu wejść do ogrodu i zerwać jabłka. Pewnie na tę szarlotkę.
W Teatrze Polonia obejrzałem audiobook zapewne zajmującej książki, skrót z dodanymi wizualizacjami. Publiczność jednak kocha takie historie, jak i aktorkę odgrywającą postać Wałesowej. Sprawiła Jandzie owację na stojąco.

3 komentarze:

  1. a bilety jakie drogie i dostać niełatwo
    jest taka ekipa, która bardzo chce tam pójść ze mną - stawiają bilet, może się skuszę ;)
    jak mniemam nie płaciłeś ;)?

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie płaciłem i mialem nawet niezłe miejsce. Jeśli masz 2,5 godziny czasu i ani chwili na przeczytanie tych wspomnien to idź. Posluchasz sobie w miekkim fotelu siedząc.

    OdpowiedzUsuń
  3. szarlotkę to ja sama dziś upiekę. ktoś musi pojść po jabłka.

    OdpowiedzUsuń